east hastings.
z panem bezdomnym piratem chwilę sobie porozmawiałam o architekturze miasta.
dał się sfotografować.
zrobiłam też zdjęcie sklepu, ale pewien naćpany pan
wybiegł z niego i dosyć agresywnie przekonał mnie,
że powinnam je skasować... następnie pewna (także naćpana)
pani zaczęła krzyczeć, że robię "im" zdjęcia i nagle
kilka osób zaczęło zmierzać w moim kierunku i trochę
szybko musiałam uciekać...
to jest właśnie ta (nie)sławna dzielnica.
można spotkać sympatycznych ludzi, ale może też być bardzo niesympatycznie.